Królik czyli tworzenie osobowości przytulającej

Maskotki są z nami od dzieciństwa. Każdy miał swojego ukochanego misia/małpkę/kotka/coś innego, który pomagał zasnąć, można go było przytulić w trudnych chwilach itd. Niektórzy mają taką ukochaną maskotkę do dziś. 🙂

Dlatego uważam, że robienie maskotki jest procesem tworzenia osobowości. Kiedy pluszak zyskuje wyraz twarzy, nagle staje się kimś, osobą. Wykonywanie twarzy/pyszczka, oczu, noska przypomina magię. Nagle pojawia się… charakter?

Tak wygląda królik, zrobiony dla B. Kolory zostały wybrane w burzy mózgów i emocji podczas patrzenia na przyszłą jego właścicielkę. Królik powstawał dość długo. Chciałam, żeby miał nogi zintegrowane z tułowiem, a nie przyszyte, bo szwy to zawsze najsłabsze elementy, a ja nie chciałam, żeby w ferworze zabawy stracił nagle kończynę. Uszy były robione w dwóch kierunkach. A wyraz pyszczka robiłam dwa razy. Minę ma taką trochę niezdecydowaną, ale nie chciałam, żeby się śmiał jak głupi do sera. Niech sobie każdy interpretuje kształt jego ust po swojemu i w zależności od aktualnego nastroju.

 

Podziel się z innymi: